Posty

Don't give up what you want most.

Obraz
Moi Drodzy!
Ostatnio bardzo skupiłam się na oszczędzaniu. Wynika to z tego, że chce coś zmienić w swoim życiu. Jego jakość i moje poczucie bezpieczeństwa. Własne oszczędności pozbawiają nas strachu. Przed zepsutym samochodem, chorobą, utratą pracy.  Oszczędności (nawet te malutkie) dają nam satysfakcję, a przynajmniej mi.
Jak szukałam motywacji do oszczędzania, napotkałam hasło "Don't give up what you want most for what you want now". To motto jest mega proste, ale jak często idziemy do knajpy, kupujemy przypadkowo ubrania, bo bluzka kosztowała 109 zł a teraz cena wynosi 79 zł. Ta bluzka oczywiście nam do niczego nie pasuje, w sumie to nie lubimy żółtego, ale była tańsza. Bez sensu prawda?

Od kiedy codziennie zapisuje swoje wydatki nie robię kompulsywnych zakupów. Nie kupuje kolejnego kubka, balsamu czy jakiejś innej głupoty. Można śmiało powiedzieć, że dwa razy oglądam złotówkę zanim ją wydam. Życie jest prostsze, zakupy krótsze. Zaskakująco mi nie brakuje tych zbędnyc…

Życie zazwyczaj nie jest skomplikowane

Obraz
Moi Drodzy!

Wychodzę z założenia, że życie nie jest skomplikowane. Owszem, składa się z trudnych i prostych spraw. Na naszej drodze zdarzają się radosne i traumatyczne chwile. Życie nie jest skomplikowane.  To emocje, którymi kierujemy się przy naszych wyborach są skomplikowane.

Zawsze myślałam, że żyjąc według "książki", według społecznie ustanowionych praw, wszystko będzie dobrze. Czasami ryzykujemy, bo kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Zawsze jednak jakoś szczęśliwie wychodzimy z tego cało. Życie nie jest skomplikowane.

W takim przekonaniu słucham Turn the Page Metallici (Link do teledysku). Nie tylko słucham, oglądam też teledysk. Przedstawia kobietę, najpierw opowiada o tym, że zawsze chciała pracować w rozrywce i się jej udało. Leci Metallica. Widzimy jej poranek z córką  w obskurnym motelu. Nieśpiesznie szykują się do wyjścia. Zajrzały do cukierni i idą do miejsca pracy kobiety. To klub Go - Go. Córeczka czeka na fotelu, mama nakłada stringi, lateksową kurtkę

Kocham Netflix - Modliszka

Obraz
Moi Drodzy!
Uwielbiam Netflixa. Ma nieszablonowe produkcje. Czasem zupełnie alternatywne, czasem niepoprawne politycznie. Znajdziecie tam też dużo kryminałów. Nie wyobrażam sobie rozrywki wieczorem w domu bez Męża, herbatki i dobrego kryminału na Netflixie.

Jak już rozmawiamy o takowych, to polecam wam właśnie Modliszkę. Co prawda, średnio przepadam za francuskimi produkcjami, a tym bardziej mój Mąż patrzy na nie sceptycznie, ale historia z seryjnym mordercą w tle, w której rolę eksperta/doradcy ma pełnić seryjna morderczyni... Złapaliście mnie. Sama koncepcja już mi się bardzo podoba.
Serial ma 6 około godzinnych odcinków. Ogląda się go z zapartym tchem. Zwłaszcza rola tytułowej Modliszki. Pół biedy jak ma spokojną, stoicką minę. Natomiast jak się uśmiecha, mam ochotę wezwać egzorcystę i GROM. Zwłaszcza GROM. Kochani sami spójrzcie.
Kadr z 2 odcinka serialu Modliszka, Netflix.

Nowy rok - Nowy budżet

Obraz
Moi Drodzy!

Jak wiecie, jakiś czas temu zaczęłam zapisywać nasze wydatki. W sylwestra przyszedł czas na analizę. Moja wina, moja bardzo wielka wina. Tyle pieniędzy poszło zupełnie bez sensu. Ustaliłam budżet na nowy rok. Niektóre kwoty pozostały bez zmian, inne trochę uszczupliłam. Jakież było moje zdziwienie, gdy różnica między wydaną kwotą w grudniu, a kwotą budżetu wyniosła ponad 1200 zł. Dużo? Bardzo.

Pomyślcie, gdyby nagle szef zaproponował Wam 1200 zł netto podwyżki. Super, prawda? Albo ciocia z Ameryki co miesiąc przesyła czek na taką kwotę. Świetnie! Co jeśli Ty mógłbyś sobie dać taką kwotę? Tylko poprzez racjonalne zakupy, a nie emocjonalne i bezmyślne wydawanie pieniędzy. No Bomba! Tak sobie właśnie to wytłumaczyłam.  To jest moja motywacja.

Inna sprawa, że trochę sobie lubimy żyć ponad stan. Może by tu sobie dogodzić, tutaj jakaś kawka, tam winko... I leci. Oczywiście robimy to wszystko w myśl poniższych dewiz: - Tyle z tego życia mam - Żyje się tylko raz - Zarabiam to i wyda…

Idzie nowy rok - czas wyczyścić szafę!

Obraz
Moi Drodzy! 
Już dawno o tym myślałam. Ale przyszedł bodziec - nowy rok! Czas wyczyścić szafę! Część oddam mamie, część oddam na PCK -a 70% wyrzucę. Masakra prawda? Po co człowiekowi zniszczona spódnica? Albo rajstopy z oczkiem. Wstyd!

No ale tacy jesteśmy, lubimy sobie pochomikować. Tylko skąd to przeświadczenie, że przyda nam się znoszona, zniszczona rzecz? Nie lubimy wyrzucać rzeczy materialnych, zwłaszcza jeśli zapłaciliśmy kiedyś za nie dużą kwotę. Niestety nie jestem wyjątkiem! 

Przybiło mnie jednak to, że nie mam w co się ubrać, ale też szafy nie mieszczą już tych ubrań. W myśl zasady - jeśli nie nosiłaś tego w ciągu ostatnich 2 lat, już nigdy tego nie ubierzesz, rozpoczęłam czystki. I to nie byle jakie! Uzbierało się kilka dobrych, ciężkich worków! Myślę, że powinna robić to co rok. Bez żalu pozbywać się tych marniejących szmat. Dlaczego mam utrudniać sobie życie? Tyle ubrań, a tak naprawdę nic to wyboru!
Od jakiegoś czasu chcę wprowadzić w moje życie projekt. Garderobiany! P…

Bullet Journal! - mój pierwszy BuJo

Obraz
Moi Drodzy!

Od dwóch miesięcy przeprowadzam śledztwo. Obiektem tego śledztwa jest słynny bullet journal. Ostatnio w moim życiu poszukuje prostoty. Naturalne i tak naprawdę, niedrogie kosmetyki do pielęgnacji, proste - ale zaskakująco smaczne jedzenie. Zrobiliśmy się tak nowocześni i skomplikowani, że sami się pogubiliśmy. 

Bullet Journal tak naprawdę jest bardzo prostym narzędziem, natomiast bardzo zaawansowanym jednocześnie jeśli chodzi o funkcję. To Ty go tworzysz, Ty też ustalasz jak drogi będzie. Czy może być coś bardziej intuicyjnego niż kalendarz/notes, który sam sobie zrobisz? No nie! Od wielu lat używam kalendarzy, ale czegoś takiego szukałam od dawna! 

Bullet Journal będzie moim osobistym kalendarzem, na etacie będę dalej używać firmowego, tradycyjnego kalendarza. To dobry podział,inne funkcję pełnie w pracy, a inne po pracy.  W moim BuJo będzie miejsce na organizacje mojego dnia, mojej firmy i mojego bloga. Tak troszkę chce przeorganizować swoje życie i niektóre kwestie zap…

Lubimy czytać - Recenzja książki - Zimne Ognie - Simon Beckett

Obraz
Moi Drodzy!
Uwielbiam czytać dobre kryminały i thrillery. A jak już nie muszę wydawać majątków przy tym, to pełen luksus. Dlatego lubię promocje w Biedronce. Tam też kupiłam za ogromną kwotę 9,99 zł książkę Simona Beckett "Zimne ognie".  

Mimo, że wydana w 1997 roku, jest niesamowicie aktualna! Kate Powell może być każdą z nas. Jest niezależna i tak naprawdę, niestereotypowa. Odnosi sukcesy w karierze, ale w życiu prywatnym idzie trochę gorzej. Kiedy pomyślała, że w końcu dziwnym zrządzeniem losu coś się jej układa, robi się straszno. Simon bardzo dobrze trzyma nas w napięciu, czasem nas denerwuję, a bardzo często nas zaskakuję! 

Nie obędzie się też bez kontrowersji, bo nawet 20 lat później u schyłku 2017 roku, temat sztucznego zapłodnienia skłóca nas i dzieli. I ta obyczajowość! Simon nie tylko trzyma nas w garści, ale też pozwala nam łyknąć trochę prawdziwego życia. Za to samo uwielbiam Kinga! Teraz z wielkim apetytem będę polować na "Chemię Śmierci". Simon, bra…